Internet - I'm addicted to you
6/06/2014Po skończeniu edukacji licealnej i napisaniu egzaminów maturalnych, postanowiłam powrócić do blogosfery. Przyszedł czas na zmiany. Chodnikowa dziura trwale pozostanie w mojej pamięci jako przestrzeń powiązana z osobistymi przeżyciami. Teraz jednak przyszedł czas na próbę wyrażania swoich opinii, prawdziwych dyskusji na tematy, z którymi obecnie boryka się społeczeństwo oraz komentowanie wydarzeń bieżących. Nie wiem jak długo uda mi się wytrwać, ale spróbuję podjąć wyzwanie. Najwyższy czas dorosnąć i spróbować czegoś nowego. Nie wykluczam pojawiania się tutaj osobistych wpisów, podobnych do tych z dotychczasowego archiwum. Mimo to postaram się, by stanowiły one mniejszą część. :)
A teraz przechodząc do tematu... Tematu, który przeanalizowały już pewnie miliony, a który wciąż może być kontrowersyjny. Nie wiem czy w ogóle kiedykolwiek bym go poruszyła, gdyby nie post na blogu Nietransparentnie. Przyznam, że chyba nigdy nie spotkałam się ze zdaniem na temat Internetu, które byłoby tak odmienne od mojego. Od razu zaznaczam, że jak najbardziej szanuję prawo do posiadania własnych poglądów. Uważam się za osobę tolerancyjną, dlatego też w żaden sposób nie potępiam czyjegoś zdania. Mogę się z nim nie zgodzić i posiadać własne, ale tutaj raczej kończy się granica. Pragnę jedynie podziękować za inspirację i przedstawić swój sposób postrzegania. :)
Na początek kwestia użyteczności. Jako tegoroczna maturzystka i przyszła studentka naprawdę doceniam siłę Internetu i ogrom informacji, które są dostępne w przeciągu zaledwie kilku sekund. To bez wątpienia dużo łatwiejszy i mniej czasochłonny sposób pozyskiwania potrzebnej nam wiedzy. Rzeczywiście większość tego, czego szukamy, można znaleźć w sieci. Jednak niejednokrotnie przekonałam się, że nie wszystko można wygooglować. Pewne informacje są tylko w książkach i nie pozostaje człowiekowi nic innego jak wertowanie ich kartka po kartce. Jeszcze inną kwestią jest dostęp do książek będących tekstami literackimi. Przymierzam się powoli do częstszego korzystania z ebooków, jednak nigdy nie porzucę wydań papierowych. Książki zajmują w moim życiu niezwykle ważne miejsce i chwile spędzone na lekturze kilkuset stron trzymanych wieczorami w rękach są dla mnie czymś wyjątkowym. Sama nie wiem czy wolę zapach świeżo wydrukowanych egzemplarzy czy ten kilkunastoletnich, rozpadających się powoli wydań. Oba są dla mnie niezwykłe. Mówię więc zdecydowane 'tak' wyszukiwaniu informacji w sieci, jednak bez wyparcia źródeł papierowych oraz porzucania bibliotek i księgarni na rzecz Internetu.
To jednak tylko jeden z aspektów korzystania z sieci. Jeden z wielu. Bez wątpienia Internet bardzo ułatwia nam życie. Nie oznacza to jednak, że nie posiada wad. Niestety, moim zdaniem ma on ich całkiem sporo. I przyznaję: kiedy przeczytałam opinię, że Internet nie uzależnia, złapałam się za głowę. Czy naprawdę ciężko dostrzec w społeczeństwie ludzi, którzy nie rozstają się ze swoimi laptopami, smartfonami czy tabletami? Którzy nie mogą spać, bo myślą o tym, czy nie dostali kolejnego mejla czy komentarza na twitterze? Nie czepiam się osób starszych ode mnie, bo wśród nich zdecydowana większość nie ma problemu z kontrolowaniem czasu spędzanego w sieci. Chodzi mi głównie o dzieci, które więcej swojego czasu poświęcają siedzeniu przed komputerem niż na zabawie z rówieśnikami. Jako dziecko mnóstwo czasu spędzałam na podwórku. Do dziś pamiętam jak mama czy babcia wołały mnie późnym wieczorem do domu. Wyglądając z okna, nie dzwoniąc na komórkę. W tamtych czasach posiadanie swojego telefonu było dla mnie fikcją. Pierwszy dostałam, o ile dobrze pamiętam, w podstawówce. Obecnie ciężko byłoby mi funkcjonować bez smartfona, to prawda. Dzięki niemu jestem w stałym kontakcie z bliskimi, korzystam z Instagrama czy Facebooka, słucham muzyki, wyszukuję na szybko pewne informacje. Nie jest to jednak sprzęt na który wydałabym ogromne pieniądze, bo jak każda elektronika - zawodzi. Poza tym, wolę wyjechać gdzieś ze znajomymi niż przeznaczyć równowartość na telefon, który za kilka miesięcy będzie niemodny, bo nowe modele pojawiają się na rynku jak grzyby po deszczu.
Wracając jednak do dzieci i uzależnień. Przykład smartfonów nie jest tu bezużyteczny i świadomie się troszeczkę na ich temat rozpisałam. Chodzi bowiem o to, że dzieci już od najmłodszych lat mają do czynienia z Internetem dzięki różnym jego źródłom. Przykre są sytuacje, kiedy dziecko nie ma kolegów i koleżanek, bo zamiast wyjść z domu i pobawić się z innymi, siedzi przed monitorem albo małym ekranikiem telefonu i zupełnie nie kontroluje tego, co robi. A kiedy zabierze mu się zabawkę, dochodzi do kolejnej awantury z rodzicem. Bardzo współczuję takim dzieciom. Nie dość, że jeszcze przed pójściem do szkoły noszą szkła grubości denka od butelki, to na dodatek mają problem z odnalezieniem się w społeczeństwie. Nie służy to ani ich zdrowiu, ani rozwojowi społecznemu. O kondycji fizycznej nie wspominając. A jak już wyjdą na podwórko, to biegają z tymi telefonami i co chwilę sprawdzają czy przypadkiem nie pojawiło się coś nowego na pasku powiadomień. Jaka czeka je przyszłość? Cóż, jak dla mnie to niezbyt pożądana.
Drugi aspekt to relacje międzyludzkie. Rozmowa to przecież nie tylko słowa. To także mowa ciała, gestykulacja, wyraz twarzy, uczucia. Nie dostrzeżemy tego wszystkiego rozmawiając na Facebooku czy gg. Ba! Nie jesteśmy w stanie wyłapać tak wielu rzeczy także w trakcie rozmowy na skypie. Poza tym, jest jeszcze coś takiego jak bliskość. Jesteśmy istotami społecznymi, potrzebujemy bliskości drugiego człowieka. Jak można więc wybierać rozmowę przez Internet z kilkoma osobami na raz?! Bo szkoda nam czasu na umawianie spotkań i dojazdy? Przepraszam, dla mnie to słaby argument. Przez takie wybory stajemy się ludźmi aspołecznymi, zamykamy się we własnym świecie, nie potrafimy znaleźć z innymi wspólnego języka. Nigdy nie zrezygnuję ze szczerych rozmów twarzą w twarz czy wypadów na miasto ze znajomymi. Nie wyobrażam sobie ograniczenia się do świata wirtualnego. Owszem, Internet pomaga nam nawiązać kontakt i chociażby umówić się na spotkanie, ale nigdy nie zastąpi spotkań 'na żywo', nie ma się co oszukiwać. Aż ciarki mi przechodzą po plecach kiedy wyobrażam sobie przyszłość. Święta będziemy spędzać przy wirtualnym stole, wysyłając sobie internetowe prezenty? Ślub także będziemy brać przez Internet? Przecież będzie nam łatwiej: mniej czasu poświęconego na formalności, dojazdy i przygotowania...
Chociaż sama nie stronię od Internetu i czasami naprawdę przyłapuję się na tym, że spędzam przed laptopem długie godziny, nie pozostaję obojętna na to, co dzieje się wokół mnie. Coraz więcej ludzi przyznaje się, że jest uzależnionych od gier czy Internetu. Dziękuję niezmiernie temu, kto wynalazł smartfony, bo dzięki nim mam kontakt z ludźmi. Nie tylko z tymi mieszkającymi w moim mieście. Są i tacy, którzy mieszkają tysiące kilometrów ode mnie, nigdy nie widzieli mnie na żywo, a i tak są mi bliscy. A przy okazji znajduję w każdym miejscu to, co jest mi w danej chwili potrzebne. Internet jest naprawdę pożyteczny. Nie można jednak być ślepo zapatrzonym i nie dostrzegać jego wad. Mówi się, że we wszystkim trzeba mieć umiar. Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że dotyczy to także Internetu. Jeśli znajdzie się ktoś, kto nie podziela mojego zdania, zapraszam do dyskusji. ;)
4 komentarze
Bardzo długi, wyczerpujący post. I jakże prawdziwy. Nie mogę się nie zgodzić, to by było odrobinę dziwne. Internet ma swoje wady i zalety. Zaletą jest właśnie dostęp do wielu informacji, dzięki niemu prowadzimy i czytamy blogi, niektórzy się uczą, możliwe, że znajdują jakieś hobby, bo przykładowo śledzą jakiegoś artystę, może jakąś stronę z przepisami kulinarnymi. Ostatnio nawet na uczelni ze znajomymi wspominaliśmy stare dobre czasu bez tych wszystkich elektronicznych nowinek. Ale nie pod kątem, że Internet to zUo i nie powinno go być, ale pod kątem właśnie dzisiejszych dzieciaków. Szczerze im współczujemy. Oczywiście, wiele zależy od rodziców, jak wychowają, jak pokażą świat, czy się dzieckiem zajmą czy uciszą dając tablet jak w reklamie (T-mobile, bodajże), albo wspaniałe reklamy w radiu (telewizji nie oglądam) - laptop, tablet na Komunię. Ja sie pytam, po co? Dziecko nie umie czytać, więc nie wyobrażam sobie, że potrzebuje smartfona czy laptop. A już nie mówię, że taki 10 ma miec konto na fejsiku czy Instagramie. To już jest grubo niepoważne. Sama tak jak Ty swój pierwszy telefon dostałam w podstawówce, w 6 klasie! I tak służył do grania, ew. dzwonienia do rodziców. Ew. jakis krótki SMS. Trochę odbiegłam od tematu :P
OdpowiedzUsuńAkurat zjawisko Internetu nie powinniśmy rozpatrywać jako cos złego, albo coś tylko dobrego. To też zależy od uzytkownika, jak do tego podejdzie. Czy będzie na równi traktował Internet i świat rzeczywisty. Przykładowo, czy po sprawdzeniu wiadomości, odpowiedzeniu na maila uda się na spotkanie ze znajomymi czy na spacer. Kurczaki, już dawno mój komentarz nie był tak chaotyczny :D Aleś rzuciła temat :P Za dużo myśli! Ogólnie podsumuję, tak Internet moze uzależnić, ale to zalezy od osoby, która z niego korzysta. Nie marze o przyszłości online, cenię sobie kontakt z rzeczywistością, czasem bardziej, czasem mniej :)
I dziekuję za komentarz u mnie i za obserwowanie. Bardzo mi sie miło zrobiło :D Ten wpis wywołuje bardzo dużo pozytywnych reakcji, myślałam o kolejnym, z jeszcze wiakszą dawką grafiki, ale to może za jakiś czas, jak już ochłoniecie :D Ha ha ha! Tak, stara onetowa blogosfera to było wspaniałe doświadczenie. I sama przyznaję, że gdyby nie blogi, nigdy nie zainteresowałabym sie grafiką, a co za tym idzie nie byłabym tu, gdzie jestem i na pewno nie studiowałabym grafiki :D
Zapraszam ponownie! Chyba czas najwyższy na jakiś nowy wpis!
Mój talent graficzny pozostawia jeszcze wiele do życzenia, ale pracuję nad nim solidnie! Dzisiaj stworzyłam listę celów graficznych po przeanalizowaniu kilkunastu ofert pracy jako grafik, webdesigner itd. Znalazły się na niej znajomość HTML, CSS, Javy, php, Corela, Flasha, Blendera i wielu innych różności. Teraz tylko jak najwięcej motywacji i działania i będzie znakomicie! A nad nową notką właśnie zaczynam pracę ;)
UsuńZe zdjęciami się nauczyłam, że wrzucam im Auto Color ewentualnie Auto Contrast, zależy od efektu i tyle. Zapisuję i do wywołania. Nie kombinuję z rozmiarami, ewentualnie czasem coś wykadruje, ale wtedy staram się trzymać proporcji, aby później na odbitkach uniknąć białych pasków (zdarzyło mi się dwa razy).
UsuńOczywiście, że z CV nie jest tak prosto i wypadałoby się wyróżnić. Wpisz sobie język japoński :D Ha ha ha.
Jaki kierunek studiów Cię interesuje?
Dzięki za nawiązanie do mojego tekstu w swoim i naprawdę ciekawy artykuł. Trochę żałuję, że dopiero teraz go zauważyłam, ale mam nadzieję, że mi wybaczysz to opóźnienie w odpowiedzi.
OdpowiedzUsuńJa niestety nie natknęłam się jeszcze na osoby bardziej "uzależnione" ode mnie. Raz tylko widziałam, jak w autobusie jedna dziewczynka w wieku może gimnazjalnym wywijała palcami po klawiaturze telefonu z kilkoma znakami na przycisk. Robiła to z tak zawrotną prędkością, że aż się zastanawiałam, czy to może ja ze zmęczenia mam problemy z postrzeganiem upływu czasu. Jeśli nie, to ta osoba musiała mieć naprawdę niewiarygodnie długi staż używania telefonu. Poza tym - nie spotykam się za bardzo z potwierdzeniem tezy, jakoby społeczeństwo nie mogło odkleić się aż tak bardzo od ekranu, nie z własnej woli a z powodu uzależnienia.
Jestem świadoma też wad wszelkich urządzeń elektronicznych oraz dostępu do Internetu. Tylko że - wszystko ma swoje wady. Ja będę mieć garbate plecy, sportowcy połamane kończyny i masę blizn, a podróżnicy puste portfele i długi w bankach. Każda przyjemność ma swój koszt, życie ma swój koszt.
Święta przy wirtualnym stole - dla mnie świetna sprawa. Pięć kilo mniej oraz ratunek przed wysłuchiwaniem opinii na mój temat oraz wspomnień o moim dzieciństwie ze strony wszystkich ciotek :D.